Po raz kolejny cofamy się do 2014 roku. Tym razem jednak, ciężki plecak zamieniamy na sakwy i ruszamy w rowerową wycieczkę wokół Tatr. W ramach KTW (Kurs Turystyki Wszechstronnej), 19 czerwca udajemy się do Kościeliska, skąd w godzinach popołudniowych zaczynamy pedałować w stronę Słowacji. Plan z pozoru prosty i klarowny. Po około 180 km i 4 dniach, lądujemy w tym samym miejscu    i wracamy do domów. Początkowo wszystko wyglądało tak jak zaplanowaliśmy. Do czasu… Ale o tym później.

Poniższy opis, może się trochę różnić od rzeczywistości, ale w taki właśnie sposób to zapamiętałem 🙂

Pierwszy dzień kończymy nad rzeką Oravica, niedaleko miejscowości o tej samej nazwie. Nie musimy jednak rozbijać namiotów, ponieważ po drodze trafiamy na obiekt wprost skrojony do naszych potrzeb. Dach nad głową, cztery ściany – więcej nam do szczęścia nie trzeba. Warto tutaj wspomnieć, że kilkaset metrów przed tym właśnie miejscem, jadąc z przodu naszej 7 osobowej grupy, spotykam niedźwiedzia. Pan, a może Pani niedźwiedź, spokojnie przebiega sobie w poprzek drogi, nie zważając na nadjeżdżające rowery. Tylko ja miałem okazję go zobaczyć, dlatego reszta grupy powątpiewała w mój zmysł wzroku. Nie przeszkadzało to jednak tym samym osobom, robić tuż przed pójściem spać zapór anty-niedźwiedzich 😀

Kolejnego dnia po zjeździe do Zuberca, robimy szybkie zakupy i ruszamy dalej. Natrafiamy jednak na zamkniętą z powodu rajdu samochodowego drogę i 70 kilometrowy objazd. Samochodem nie byłoby problemu, rowerem dodatkowe 70 km przekreśla wcześniejsze założenia. Wracamy do centrum Zuberca i zastanawiamy się co robić. Po skomplikowanych kalkulacjach decydujemy się ściąć trochę drogi i skorzystać z widniejącej na mapach górskiej ścieżki. Wybór ten dodał z całą pewnością kolorytu temu wyjazdowi. Przekraczanie strumyków, wciąganie roweru po grząskim terenie to nie wszystko. Niestety na końcu naszego “skrótu” spotkaliśmy strażnika leśnego, który wytłumaczył nam, dlaczego był to zły wybór i ile ta “przyjemność” kosztuje. Biedniejsi o banknoty w walucie naszych południowych sąsiadów ruszamy dalej.

“Teraz już będzie z górki” – tak pewnie każdy z nas sobie wtedy myślał. Zbyt wiele czasu z całą pewnością nie straciliśmy na takie myślenie, ponieważ tuż po wjechaniu do Kwaczańskiej Doliny mamy kolejny orzech do zgryzienia. Naszym oczom ukazał się las – las powalonych drzew. Zaprawieni w pchaniu rowerów, po raz kolejny stawiamy na wyjście siłowe z tej sytuacji. Po ponad godzinnej ekwilibrystyce z naszymi jednośladami w dłoniach, udaje nam się pokonać tę przeszkodę.

Humory dopisują, a wieczorem, czego jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, będą zdecydowanie lepsze…

Wracamy na asfalt i kierujemy się w stronę miejscowości Jalovec, gdzie planujemy nocować. W międzyczasie robię jedno ze swoich ulubionych zdjęć ( pierwsze we wpisie) i z uśmiechem na ustach pedałuję pod wiatr. Wisienką na torcie, w tym dniu pełnym emocji jest nocleg. Trafiamy na imprezujących Słowaków, którzy bardzo chętnie pozwolą nam rozbić namioty na ich terenie, ale pod jednym warunkiem. Jak można się domyślić, chodzi o alkohol i jego wspólne spożywanie. Nie zwykliśmy odmawiać, więc po jakimś czasie razem z naszymi południowymi sąsiadami “rozmawiamy” na tematy zazwyczaj w takich chwilach poruszane.

Kolejnego dnia, męska część grupy ma zdecydowanie gorszą kondycję 😀 Na szczęście taki dzień jak poprzedni już się nie powtórzył       i spokojnie udało nam się najpierw zjechać do Liptowskiego Mikułasza, a następnie objechać Liptowską Marę i kierować się w stronę Oravic. Nie mieliśmy szans zrealizować naszego planu objechania Tatr, zatem podjęliśmy decyzję o jeździe powrotnej w stronę Polski. W powiększonej ekipie ( poprzedniej nocy dojechała do nas jedna osoba) dotarliśmy na polanę powyżej Zuberca, gdzie spędziliśmy noc. Wycieczkę kończymy w Oravicach, skąd jeden pozostawiony wcześniej samochód zabiera kierowców po resztę aut.

Z całą pewnością, jedna blokada drogi przyczyniła się do niezrealizowania wcześniejszych założeń. Czy jest nam z tego powodu smutno? Zdecydowanie nie! Zbieg niefortunnych zdarzeń sprawił, że historie związane z tym wyjazdem wspominamy w swoim gronie do dzisiaj. Możliwe, że gdyby wszystko poszło według planu, byłby to jeden z wielu wyjazdów, po którym w pamięci pozostaje niewiele. Tak więc, nie ma co się denerwować gdy coś staje nam na przeszkodzie. Może dzięki temu będzie to wyjątkowy wyjazd, który zapamiętamy na lata 🙂       

Na koniec poglądowa mapka z trasą 😉