W drugiej części gruzińskiej przygody ruszymy na wschód kraju. Odwiedzimy między innymi Gori – miasto, w którym urodził się pewien zły człowiek; Tbilisi – obecną stolicę kraju; Kazbegi – gdzie zaczynają się prawie wszystkie wyjścia na Kazbek oraz Kachetię – najbardziej winny rejon Gruzji.

Pierwszą część wpisu z górskiej Swanetii można przeczytać tutaj: Gruzińska przygoda cz.1 – Swanetia

 

Na początku zapraszam do krótkiego filmiku, który powstał z tego wyjazdu.

Po opuszczeniu Mestii lądujemy w Zugdidi. Oczywiście, noclegu nie mamy zaplanowanego, więc rozglądamy się za miejscem na namiot. Na szczęście zostajemy zauważeni przez lokalnych i nie minęła chwila, aż układaliśmy nasze graty w hostelowym pokoju. Cena 5 zł / noc / osoba. Żal nie skorzystać 🙂 Następnego dnia marszrutką udajemy się do Gori. To tutaj w 1878 roku urodził się Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, czyli jeden z największych zbrodniarzy w historii – Józef Stalin. Do 2010 roku przed Urzędem Miasta w Gori stał 6 metrowy pomnik Stalina, a przy głównej ulicy, nazwanej Stalin Avenue, mieści się cały czas dom-muzeum Stalina.

Około 10 km na wschód od Gori, w miejscowości Uplisciche znajduje się starożytne skalne miasto. Powstanie budynków datuje się od V wieku p.n.e do późnego średniowiecza, są one mieszanką unikatowych stylów kulturowych Anatolii i Iranu, a także architektury pogańskiej i chrześcijańskiej.

Tego dnia dojeżdżamy jeszcze do Mcchety, ale jest już zbyt późno na zwiedzanie, więc rozbijamy namioty obok miejscowego stadionu. Mccheta jest jednym z najstarszych miast Gruzji, a do VI wieku była także stolicą kraju. Po odwiedzeniu monastyru Samtawro ruszamy dalej i kierujemy się w stronę Kazbegi. Żeby się tam dostać, musimy przejechać Gruzińską Drogą Wojenną. Pod tym określeniem kryje się malownicza trasa biegnąca w poprzek Wielkiego Kaukazu.

Gruzińska Droga Wojenna

Jak większość turystów, wysiadamy w miasteczku Stepancminda i następnie wchodzimy na pobliskie wzgórze. Tutaj możemy zobaczyć najbardziej znany widok z Gruzji. Górująca nad miastem Cerkiew Świętej Trójcy (Cminda Sameba) to taka gruzińska Wieża Eiffle’a. Praktycznie każdy przewodnik po Gruzji ma ją na swojej okładce. Dopada nas zachód słońca, więc rozbijamy w okolicy namioty.

Stepancminda to także miejsce wypadowe na Kazbek ( 5033,8 m n.p.m.). Nam nie w głowie takie wysokości, nasz wyjazd był innego typu. Mimo wszystko, wybieramy się w stronę tej majestatycznej góry. Krótkie wyjście na przełęcz Arsha Pass ( 2490 m n.p.m.) to dobra alternatywa dla zatłoczonej okolicy Cminda Sameba. Na samej przełęczy zostawiamy naszą tabliczkę, która towarzyszy nam od początku wyjazdu.

Tego dnia żegnamy się z Kazbegi i wracamy do Tbilisi. Wieczór i kolejny dzień spędzamy na zwiedzaniu stolicy. Tbilisi to największe miasto Gruzji, jest również głównym kulturalnym, przemysłowym i naukowym ośrodkiem kraju. Aglomeracja liczy sobie około 1,5 miliona mieszkańców.

Kolejnym punktem na naszej liście było najbardziej romantyczne miasto Gruzji – Sighnagi. Nie udało nam się doszukać tego romantyzmu, ale może spędziliśmy tam zbyt mało czasu 😀 Po noclegu przy murach obronnych z XVIII wieku, idziemy łapać stopa do Kvareli. Miasto słynie z winnic i wielowiekowej tradycji winiarskiej. Odwiedzamy jedną z winnic, a co więcej, nawiązujemy znajomość z jej właścicielem i zostajemy tam na noc. Jak to bywa w Gruzji, w takich sytuacjach nie obeszło się bez alkoholu 🙂

Budzimy się na mocnym kacu, ale nie ma zmiłuj, trzeba jechać dalej. Nie zdążyliśmy dobrze wyciągnąć kciuka, a już zatrzymały się dwa auta. Dzielimy się na dwie ekipy i dość szybko dojeżdżamy do Lagodekhi. W między czasie, ja z Anią, trafiamy do domu naszego kierowcy, gdzie oczywiście zostajemy uraczeni czaczą. Czaczy na kaca nie polecam 😀

Pod granicą z Azerbejdżanem zameldowaliśmy się, żeby zobaczyć 40m wodospad Gurgeniani. Po 8 kilometrowym spacerze pod wodospad i powrocie ruszamy w dalszą drogę. Opuszczamy Kachetię i jedziemy autostopem do skalnego miasta – Wardzi. Po drodze spędzamy noc w Borjomi i organizujemy sobie krótkie przejście po okolicznych górach. Wszystko na luzie, czas nas nie goni 🙂

fot. Błażej

Wardzia to duże miasto skalne, które jest największą atrakcją turystyczną regionu Mescheti. Zachowało się tam ponad 250 komnat na 13 poziomach oraz fragmenty sieci tuneli, korytarzy, schodów i systemu wodno-kanalizacyjnego. Skalne miasto zbudowano na przełomie XII i XIII wieku. W średniowieczu Wardzia służyła jako schronienie podczas najazdów mongolskich, mogła pomieścić od 20 do 60 tys. osób. Miasto zdecydowanie robi na nas wrażenie. Zwiedzanie trwa 2/3 godziny, więc jeszcze tego samego dnia ruszamy na zachód, w stronę najbardziej nowoczesnego miasta Gruzji – Batumi.

Nie dojeżdżamy od razu do centrum Batumi. Udajemy się jeszcze na małe plażowanie w pobliskiej miejscowości i tam też zostajemy na noc w lesie. Kolejnego dnia jedziemy zwiedzać Batumi. Miasto, aż razi nowoczesnością. Jest zupełnie inne niż wszystkie pozostałe miasta w Gruzji. Ogromne wieżowce, przeszklone budynki – jak w dużych europejskich miastach. Nie przypadło nam to do gustu, więc ograniczamy spacery po centrum do minimum i jedziemy na wycieczkę do pobliskiego ogrodu botanicznego.

Batumi było ostatnim punktem naszej podróży po Gruzji. Pozostało nam jedynie wrócić do Polski… autostopem. Nie obyło się bez kłopotów, bo już na samym początku mieliśmy problem, żeby wjechać do Turcji. Z powodu ogromnych ulew granica była zamknięta i przyszło nam spędzić kilka ładnych godzin czekając aż ją otworzą. Nie licząc początku i 8 godzin łapania stopa na granicy bułgarsko-serbskiej, dalszy powrót do kraju był bezproblemowy. 28 sierpnia spotykamy się wszyscy w dolinie Danielki i kolejne dwa dni spędzamy na festiwalu piosenki turystycznej.

fot. Błażej

fot. Błażej

Z racji spania głównie w namiocie, na dziko, jeździe w większości czasu autostopem, wyjazd można zaliczyć do tych niskobudżetowych. Całość, w moim wypadku zamknęła się w kwocie około 900 zł. W notatkach mam zapisane:

  • bilet Katowice-Kutaisi – 263,50 zł
  • zakupy w Polsce – 140 zł
  • wiza turecka – 90 zł
  • wydatki na miejscu – ok. 400 zł