W ramach Kursu Turystyki Wszechstronnej organizowanego przez Akademicki Klub Turystyczny „WATRA” wybraliśmy się na rowerową wycieczkę po Sudetach. Wyjazd nie dostarczył nam, aż tylu emocji jak wyprawa wokół Tatr, ale 4 dni w górskich okolicach pozwoliły solidnie się zmęczyć.

Samochody zostawiliśmy niedaleko PKP w Nysie i stamtąd zaczęliśmy pedałować w stronę czeskiej granicy. Udaje nam się wjechać/wejść na najwyższy szczyt gór Złotych jakim jest Kowadło, a następnie prawie w komplecie udać się na nocleg na przełęcz Gierałtowską. Prawie, ponieważ jeden z uczestników zbyt dosłownie potraktował słowa „jedziemy cały czas prosto”. Gdy szlak, którym jechaliśmy już od jakiegoś czasu odbił w prawo, on pojechał prosto. Prosto w dół do najbliższej wioski. Po zorientowaniu się oraz przeliczeniu ile musielibyśmy czekać, stwierdziliśmy: „ma jedzenie, jest miłośnikiem survivalu – poradzi sobie” i pojechaliśmy dalej 😀 Koniec końców zguba cała i zdrowa dojechała do nas po zachodzie słońca.

Po szybkim śniadaniu zjeżdżamy do Stronia Śląskiego, a następnie troszkę naokoło docieramy do Lądka Zdroju. Tam podczas odpoczynku smakujemy leczniczych wód, które nie ma co ukrywać śmierdzą. Po jednym łyku mam dość, ale niektórzy potrafią je pić bez krzywienia się. Co kto lubi 😀

Nasza trasa w ciągu następnych dni wiedzie przez Bardo, Sarni Stok, Paczków i Otmuchów. Oczywiście unikamy głównych dróg, przez co towarzyszą nam częste podjazdy i zjazdy. Jak wiadomo, ze zjazdów człowiek się bardziej cieszy, ale jedno bez drugiego nie istnieje 😀 Zahaczamy również o Góry Bardzkie, gdzie udaje nam się wjechać na najwyższy szczyt – Kłodzką Górę. Tym samym możemy sobie odnotować kolejne szczyty do Korony Gór Polski.

Na koniec poglądowa mapka z trasą 😉